Na Machu Picchu wybralismy alternetywna droge przez dzungle. Trek trwal 4 dni i byl wprost przecudowny (stad tyle zdjec). Pierwszego dnia zjezdzalismy sobie z gorki na rowerach z zawrotnym tempem przez przeszlo 5 godzin. Drogi byly puste, mnostwo zakretow, super widoki, wodospady, roje motyli… Niestety zdjec nie mamy, bo bylismy tak zachwyceni i tak fajnie sie zjezdzalo, ze nie chcielismy sie nawet zatrzymywac :) Pod koniec naszej trasy rowerowej widzielismy prawdziwy pozar dzungli… Straszne… I te odglosy uciekajaych zwierzat… :/ Masakra!
Drugi dzien byl najbardziej zielony, najdluzszy i najfajniejszy :) Dziko rosnace banany, papaje, cytryny, pomarancze, avocado, ananasy, kawa, kakao a nawet papryczki jalapeno :) masa zwierzakow, w tym smiercionosnych pajakow, papug, motyli, brzeczacych tak glosno cykad, ze nie dawalo sie czasem tego zniesc no i oczywiscie moskitow!!! Ale bylo fantastycznie… Trzeci dzien zlecial nam podobnie, jednak roznica polegala na tym, ze czesc trasy przeszlismy torami. Trwalo to ponad 3 godziny, co bylo okropnie zmudne i monotonne. Na koniec ostatni nocleg w Aguas Calientes.
Rano czekala nas wczesna pobudka po czym wystartowalismy o 4 rano na Machu Picchu. Zabawa na trasie byla przednia, poniewaz trwa wtedy niezwykly wyscig po specjalne bilety na Wayna Pichcu (ta gorke, ktora jest zawsze w tle na zjeciach Machu). Trasa caly czas, bez wytchnienia biegnie pod gore. Pokonalismy ja w 50 minu czujac na karkach oddechy scigajacych nas Szwjcarow i Anglikow… Nie dalismy sie. Szczerze powiedziawszy jeszcze takiej mobilizacji w podejciu pod gore nigdy nie mielismy. Pedzilismy po prostu na to Machu! Oczywiscie bilety na Wayna dostalismy (dziennie dostaje je 400 os z ponad 3000 odwiedzajacych, bylismy w pierwszej 100… ;) hehe, sukces. Na Machu bylo wspaniale! Ogladnelismy sobie wschod slonca, troche poleniuchowalismy no i oczywiscie zwiedzalismy, zwiedzalismy i jeszcze raz zwiedzalismy… Niesamowite miejsce, chociaz szczerze powiedziawszy ciezko przy tylu turystach poczuc mistyczna atmosfere tego miejsca. Ciezko nam bylo wracac do Cuzco, ale w sumie czeka nas jeszcze wizyta w dzungli w Ekwadorze, tak wiec komu w droge temu czas :)

Poczatek na rowerach: puste drogi, duzo zakretow i pedzimy, pedzimy…




Poczatek dzungli :)








Najfajniejsza roslinka doniczkowa…





Bitwa o czekolade


Kawa czy kakao?

Barwy wojenne naszego plemienia

Wyklady w dzungli i o dzungli

Swieze ananasy





Stromo i wasko


Banaaanyyy




Zdrowotny wplyw aloesu

W bananach czai sie smierc. Pajaczek ktory usmierca w 4 do 6 godzin…


Wsrod naszych plemiennych facetow mozna czuc sie bezpiecznie

Obiadek krecacy sie po kuchni (wiecej swinek pochowalo sie po katach) :)


Cytrynki prosto z drzewa do naszego Cuba Libre :)




Pomysl na rafting?


I hop siup w wozeczku przez rzeczke


Cykady… Wkurzajace by the way

Kolejna prezentacja naszych goryli


Na tym oltarzu Inkowie poswiecali bogom dziewice…



Nocny wyscig na Machu po bilet na Wayna Picchu (4 rano)





Bitwa o skrawek trawy









wrzesień 17th, 2009 | Category: Aktualności, Peru | Leave a comment