SpÅ‚ywy kajakowe – weekend majowy Brda, Dunajec 2010

SpÅ‚ywy kajakowe – weekend majowy Brda, Dunajec 2010 RSS Feed
 
 
 
 

Ostatnie dni w Ekwadorze czyli czas na wieloryby

Wyruszylismy do Puerto Lopez spedzic tam 3 ostatnie nasze dni. Co roku odbywaja sie tam niezwykle pokazy i akrobacje wielorybow, ktore przyplywaja tam na gody. W zwiazku z tym, ze sezon juz sie konczy, nie wiedzielismy czy uda nam sie jeszcz jakiegokolwiek zobaczyc. Poplynelismy z Wistonem Churchilem (tamtejszym rybakiem) i kilkoma innymi turystami z oczami wlepionymi w dal. Po moze 30 minutach Marcin z Wistonem zauwazyli pierwszego wieloryba, ktory dawal niesamowite pokazy skokow wzwyz! To wielkie cielsko wyskakiwalo z wody na kilkanascie metrow po czym z wielkim pluskiem wpadalo tam znowu. Pokaz nie trwal dlugo i nawet nie zdazylismy zrobic mu zadnych zdjec :/ Widocznie nie lubil widowni :) Po tym niesamowitym pokazie widzielismy jeszcze kilka wielorybow, ktore plynely tuz obok naszej lodki dotrzymujac nam towarzystwa w podrozy, nurkowalismy w poszukiwaniu rafy, lowilismy rybki na kolacje i opalalismy sie w sloneczku (wreszcie kolo poludnia sie pokazalo) :) Chyba nawet zbyt intensywnie- sami zobaczycie skutki, poniewaz wracamy juz niebawem:)

Pozdrawiamy :)img_1847.JPG

Taka pogoda przywitala nas w Puerto Lopez

img_1848.JPG

img_1849.JPG

Oto i sa… :)

img_1860.JPG

img_1862.JPG

img_1909.JPG

img_1935.JPG

Nasz kolega Obama

img_1936.JPG

img_1939.JPG

Zlowilismy nawet murene! :)

img_1955.JPG

img_1969.JPG

img_2010.JPG

img_2031.JPG

Troche krzywy horyzont, ale to przez fale i emocje ;)

img_2105.JPG

Polowanie na…

img_2121.JPG

… sprytne kraby

img_2143.JPG

img_2161.JPG

img_2188.JPG

Ulice Puerto Lopez i…

img_2189.JPG

… ukochane pierdzikolka :)

img_2213.JPG

No i to chyba koniec :) PS. Rozwiaz rebus

img_2212.JPG

PS 2. Pozdrowienia od Kaczuchy, ktora towarzyszyla nam od samego poczatku podrozy :)

Banos

img_1781.JPG

Sokiii z bambusa, sokiiiiii z bambusa!

img_1692.JPG

img_1707.JPG

Najlepsze jadlodajnie w Ekwadorze :)

img_1720.JPG

No i w droge- zmieniamy srodek transportu

img_1741.JPG

img_1728.JPG

img_1746.JPG

img_1792.JPG

img_1753.JPG

img_1716.JPG

No a tego Bolka to sie w Ekwadorze nie spodziewalismy

Dwa rowniki

 Jak sie okazuje w Ekwadorze zostaly wyznaczone dwa rowniki- jeden pod koniec XVIII wieku przez Charlesa Marie de La Condamine, a drugi za pomoca technologii GPS. Oddalone sa one od siebie o 240 metrow, jednak to ten drugi jest faktycznym rownikiem. Dokladnie w tym miejscu zalozono muzeum Intiñan Solar Museum, dzie mozna przeprowadzic fajne eksperymenty majace na celu udowodnienie istnienia linii dzielacej kule ziemska na N i S dokladnie w tym miejscu.

img_1656.JPG

img_1679.JPG

Rezerwat Cuyabeno

img_0975.JPG

img_0980.JPG

img_1010.JPG

To nie jedyne malpie rodziny, ktore widzielismy :)

img_1026.JPG

img_1059.JPG

img_1064.JPG

img_1068.JPG

img_1074.JPG

img_1076.JPG

Najwiekszy swierszcz jakiego kiedykolwiek widzielismy

img_1117.JPG

img_1127.JPG

img_1143.JPG

img_1145.JPG

img_1150.JPG

img_1169.JPG

img_1171.JPG

Nie, nie…Tym razem nie jemy kokosow…

img_1183.JPG

Jemy natomiast to, co w nich mieszka :)

img_1186.JPG

img_1191.JPG
img_1206.JPG

No szukaj kakalo, kakauo tudziez kakao :)

img_1208.JPG

Pyszne kakalko, kakauko tudziez kakaoko w rekach najgorszego przewodnika na swiecie!

img_1218.JPG

img_1240.JPG

Woda prosto z korzeni drzew :)

img_1243.JPG

Nie wiemy czy widac, ale to sa mrowki

img_1252.JPG

img_1253.JPG

img_1263.JPG

img_1268.JPG

img_1276.JPG

img_1285.JPG

Ten lisc mial pomoc w walce z prochnic. PS. Na drugim planie Artur- zagubiony starszy czlowieczek z Niemiec o mentalnosci dziecka, osoba godna uwagi i opowiesci, ale to juz w domu… zaledwie za 5 dni!

img_1292.JPG

img_1296.JPG

Tak jest o 12:00 na rowniku. 22 wrzesnia :)

img_1341.JPG

img_1350.JPG

Dzieci, dzieci, wszedzie dzieci… Przyrost naturalny w dzungli jest na 100% dodatni!

img_1407.JPG

img_1452.JPG

Wreszcie normalny obiad

img_1490.JPG

Naji… chyba ja adoptujemy ;)

img_1520.JPG

Nasza pirania :) zlowiona w 15 sekund tuz przed naszym pomostem

img_1531.JPG

I kolejna…

img_1534.JPG

I kolejna… Moja pierwsza… I ostatnia w zyciu… Nigdy wiecej nie pojde na ryby!

img_1551.JPG

img_1559.JPG

img_1588.JPG

img_1600.JPG

A to nasz wlasny osobisty boa, ktory wybral sobie drzewko przy naszym skromnym, malutkim pokoiku :) wyglada niepozornie- ponad 1,5 metra :)

Jungle trek na Machu Picchu

Na Machu Picchu wybralismy alternetywna droge przez dzungle. Trek trwal 4 dni i byl wprost przecudowny (stad tyle zdjec). Pierwszego dnia zjezdzalismy sobie z gorki na rowerach z zawrotnym tempem przez przeszlo 5 godzin. Drogi byly puste, mnostwo zakretow, super widoki, wodospady, roje motyli… Niestety zdjec nie mamy, bo bylismy tak zachwyceni i tak fajnie sie zjezdzalo, ze nie chcielismy sie nawet zatrzymywac :) Pod koniec naszej trasy rowerowej widzielismy prawdziwy pozar dzungli… Straszne… I te odglosy uciekajaych zwierzat… :/ Masakra!

Drugi dzien byl najbardziej zielony, najdluzszy i najfajniejszy :) Dziko rosnace banany, papaje, cytryny, pomarancze,  avocado, ananasy, kawa, kakao a nawet papryczki jalapeno :) masa zwierzakow, w tym smiercionosnych pajakow, papug, motyli, brzeczacych tak glosno cykad, ze nie dawalo sie czasem tego zniesc no i oczywiscie moskitow!!! Ale bylo fantastycznie… Trzeci dzien zlecial nam podobnie, jednak roznica polegala na tym, ze czesc trasy przeszlismy torami. Trwalo to ponad 3 godziny, co bylo okropnie zmudne i monotonne. Na koniec ostatni nocleg w Aguas Calientes.

Rano czekala nas wczesna pobudka po czym wystartowalismy o 4 rano na Machu Picchu. Zabawa na trasie byla przednia, poniewaz trwa wtedy niezwykly wyscig po specjalne bilety na Wayna Pichcu (ta gorke, ktora jest zawsze w tle na zjeciach Machu). Trasa caly czas, bez wytchnienia biegnie pod gore. Pokonalismy ja w 50 minu czujac na karkach oddechy scigajacych nas Szwjcarow i Anglikow… Nie dalismy sie. Szczerze powiedziawszy jeszcze takiej mobilizacji w podejciu pod gore nigdy nie mielismy. Pedzilismy po prostu na to Machu! Oczywiscie bilety na Wayna dostalismy (dziennie dostaje je 400 os z ponad 3000 odwiedzajacych, bylismy w pierwszej 100… ;) hehe, sukces. Na Machu bylo wspaniale! Ogladnelismy sobie wschod slonca, troche poleniuchowalismy no i oczywiscie zwiedzalismy, zwiedzalismy i jeszcze raz zwiedzalismy… Niesamowite miejsce, chociaz szczerze powiedziawszy ciezko przy tylu turystach poczuc mistyczna atmosfere tego miejsca. Ciezko nam bylo wracac do Cuzco, ale w sumie czeka nas jeszcze wizyta w dzungli w Ekwadorze, tak wiec komu w droge temu czas :)

img_0203.JPG

Poczatek na rowerach: puste drogi, duzo zakretow i pedzimy, pedzimy…

img_0208.JPG

img_0219.JPG

img_0232.JPG

img_0242.JPG

Poczatek dzungli :)

img_0265.JPG

img_0267.JPG

img_0271.JPG

img_0280.JPG

img_0294.JPG

img_0306.JPG

img_0311.JPG

img_0340.JPG

Najfajniejsza roslinka doniczkowa…

img_0344.JPG

img_0349.JPG

img_0386.JPG

img_0398.JPG

img_0403.JPG

Bitwa o czekolade

img_0409.JPG

img_0419.JPG

Kawa czy kakao?

img_0420.JPG

Barwy wojenne naszego plemienia

img_0425.JPG

Wyklady w dzungli i o dzungli

img_0427.JPG

Swieze ananasy

img_0434.JPG

img_0444.JPG

img_0446.JPG

img_0453.JPG

img_0456.JPG

Stromo i wasko

img_0476.JPG

img_0489.JPG

Banaaanyyy

img_0492.JPG

img_0495.JPG

img_0499.JPG

img_0501.JPG

Zdrowotny wplyw aloesu

img_0508.JPG

W bananach czai sie smierc. Pajaczek ktory usmierca w 4 do 6 godzin…

img_0511.JPG

img_0512.JPG

Wsrod naszych plemiennych facetow mozna czuc sie bezpiecznie

img_0517.JPG

Obiadek krecacy sie po kuchni (wiecej swinek pochowalo sie po katach) :)

img_0521.JPG

img_0529.JPG

Cytrynki prosto z drzewa do naszego Cuba Libre :)

img_0542.JPG

img_0544.JPG

img_0545.JPG

img_0550.JPG

Pomysl na rafting?

img_0563.JPG

img_0576.JPG

I hop siup w wozeczku przez rzeczke

img_0596.JPG

img_0602.JPG

Cykady… Wkurzajace by the way

img_0608.JPG

Kolejna prezentacja naszych goryli

img_0640.JPG

img_0661.JPG

Na tym oltarzu Inkowie poswiecali bogom dziewice…

img_0665.JPG

img_0674.JPG

img_0687.JPG

Nocny wyscig na Machu po bilet na Wayna Picchu (4 rano)

img_0713.JPG

img_0729.JPG

img_0736.JPG

img_0774.JPG

img_0775.JPG

Bitwa o skrawek trawy

img_0781.JPG

img_0789.JPG

img_0811.JPG

img_0828.JPG

img_0830.JPG

img_0837.JPG

img_0844.JPG

img_0860.JPG

img_0882.JPG

Rafting

6 wrzesnia pojechalismy na 3-dniowy rafting na rzece Apurimac. Niby chlopaki w “Mayuc” maja gorszy sprzet niz nasz w ”Retendo”, ale i tak spisali sie swietnie. Plywalismy odcinki do trudnosci WW V :) Okolicznosci przyrody piekne, noclegi w dzikim kanionie, pogoda tropikalna, nocami pelnia ksiezyca a na dodatek “kilka” upierdliwych¨muszek zwanych u nas skurwonkami :)

Niestety nie mozemy zamiescic zadnych zdjec, poniewaz mamy je nagrane na plytce, a w kafejkach nie ma odtwarzaczy cd… Jak znajdziemy gdzies to dodamy :)

Dodajemy obiecane zdjecia, chociaz jest ich strasznie malutko. Sprobujemy zamiescic filmik, ktory jest o wiele fajniejszy i bardziej emocjonujacy.

apu-06-08-sep-050.jpg

apu-06-08-sep-051.jpg

apu-06-08-sep-113.jpg

apu-06-08-sep-115.jpg

Pozdrowienia dla wszystkich posiadaczy swinek morskich :)

Swinki morksie sa pyszne! :D Co prawda malo mieska, ale pyszne! Cos pomiedzy miesem z kurczaka a krolika, tylko bardziej tluste. Nasza swinke morska (ktorej na szczescie nie musielismy wybierac, ale chyba byla ruda, bo miala jeszcze kilka wloskow kolo przedniej nozki) podali nam z nereczkami, serduszkiem, mozdzkiem i oczkami. Jak sie podnioslo powieke to tak jeszcze spozierala na nas ;) Wiecej opisow oszczedzimy, ale uwierzcie, bardzo dobre miesko :)

Zadne ze zdjec nie wymaga komentarza :)

img_9819.JPG

img_9820.JPG

img_9822.JPG

img_9823.JPG

img_9829.JPG

img_9840.JPG

Cuzco

Cuzco jest super miastem :) Tetni zyciem caly dzien i cala noc. Typowa mekka turystyczna pelna obcokrajowcow, a jednak mozna sprowbowac sie odizolowac od zgielku i tlumow na ulicach. Wystarczy wyjsc troszke wyzej na jendo z kilku wzgorz dookola miasta  i ponapawac sie widokami i pyszna kuchnia. Z pewnoscia mozna tutaj tez odnalezc troche Krakowa- super knajpy z fajna atmosfera i cale mnostwo mlodych ludzi :) Zreszta nie tylko my stwierdzilismy, ze Cuzco jest bardzo “krakowskie” ;)

img_9808.JPG

img_9816.JPG

img_9859.JPG

img_9851.JPG

img_9868.JPG

img_9916.JPG

Niedzielny bazar

img_9904.JPG

img_0044.JPG

img_0086.JPG

Upaly :)

img_0033.JPG

img_0056.JPG

img_9997.JPG

Parada z okazji swieta turystyki

img_0003.JPG

img_0121.JPG

Viva el Peru :)

img_0133.JPG

Tutejsze gorrrrrace koncerty ;)

img_0125.JPG

rafting i inne

Wlasnie wrocilismy z 3 dniowego raftingu na rzece APURIMAC – super. Teraz jestesmy na treku i zmierzamy do Machu Picchu. wiecej nastepnym razem

Pozdrawiamy

Jez. Titicaca

Nad Jez. Titicaca, ktore wszyscy powinni znac z rocznikow statystycznych z lekcji geografii :), spedzilismy 3 dni. Przezylismy niezly spadek tempratur:) Z Colci gdzie musielismy w pewnym momencie znosic 38 st. C przyjechalismy do Puno, gdzie w nocy temp. spada do 5-8 st. C! Mucho frio!!! Miasteczko nieladne, wiec postanowilismy uciec na wyspy na jeziorze. Najpierw przyplynelismy na Los Uros, czyli plywajace wyspy zbudowne z trzciny i traw jeziornych. Zanim tam poplynelismy wszyscy mowili nam, ze to taki chwyt marketingowy i ze wcale tam nikt nie mieszka, bo zimno i wilgotno. Podobno mieszkancy przyplywaja tam rano, zeby przyjac turystow. Nawet jesli tak, chociaz tak nie myslimy, to warto bylo te wyspy zobaczyc i przeplynac sie ich trzcinowymi lodeczkami :) Nastepnie poplynelismy na Isla Amantani i tam spalismy u tamtejszej rodziny. Mieszkancy to bardzo ubodzy ludzie, widzielismy ich mikrodomki, ich male poletka i sposob w jaki sie zywia. Na kolacje, ktora zjedlismy z nimi dostalismy wodnista zupke z ziemniakami i kukurydza a na drugie danie ryz z ziemniakami. To ich typowe menu. Nie jedza wlasciwie miesa, bo najzwyczajniej w swiecie ich nie stac. Naszej rodziny napewno. Wieczorem razem z naszymi przybranymi Mama i Padre poszlismy na miejscowa hulanke :) Ula, bylo gorrraco ;) Rano poplynelismy jeszcze na Isla Taquile i z powrotem do Puno. Teraz naszym kolejnym celem jest Cuzco. Juz sie nie mozemy doczekac! :)

Pozdrawiamy,

K i M

img_9392.JPG

img_9460.JPG

Los Uros – plywajace wyspy

img_9476.JPG

img_9481.JPG

Nowy sprzet na Brde?

img_9512.JPG

Prawie jak flisak :)

img_9518.JPG

img_9543.JPG

Isla Amantani

img_9546.JPG

img_9619.JPG

img_9680.JPG

Folk disco

img_9736.JPG

img_9743.JPG

Titicaca :)

Kanion Colca i Arequipa

Hej!

Ostatnich pare dni spedzilismy w Arequipie, skad pojechalismy do Kanionu Colca! Jak na kajakarzy przystalo – plywalismy w Colce:) Braklo nam tylko kajakow lub pontonu, ale jest pora sucha i nikt nie chce organizowac splywow Colca, a czesc kanionu gdzie daloby sie cos splynac – jest trudno dostepna i chca jakies 200$ za dwa dni. Moze bysmy sie nawet skusili - ale potrzeba minimum 10 osob a nas jest tylko dwojka a za ta kase to na rafting nie ma chetnych:( Ale poza tym – to generalnie jest super. Spotkalismy pierwsi “Polacy”:)Ogolnie duzo tutaj polskich akcentow, poczawszy od tablicy poswieconej zdobywcom Kanionu Colca po wystawy dotyczace Solidarnosci. Generalnie “Lech Waleza” to postac nr jeden wsrod Polaccos, ktora wielu wymienia i klepie sie po piersiach z szacunkiem - gdy dowiaduje sie jakiej jestesmy narodowosci. Nr 2 to Grzegorz Lato :) Apropos Lata - slonce swieci tutaj 360 dni w roku i jest naprawde goraco – jak na zime:) Gdy wychodzilismy z Kanionu to bylo kolo 36 stopni – masakra! Jednak dzieki tej pogodzie caly czas jemy latwodostepne i roznorodne owoce - papaje, mango, avocado, owoce kaktusow oraz inne, ale nie zawsze znamy ich polskie nazwy. Jutro jedziemy do Puno nad jezioro Titikaka. Caly czas czekamy na maile i staramy sie na biezaco odpisywac. pa

img_8729.JPG

img_8734.JPG

Arequipa i szesciotysieczniki

img_8765.JPG

img_8861.JPG

Kondory

img_8958.JPG

Kanion Colca

img_9011.JPG

img_9053.JPG

Zimna Colca :)

img_9319.JPG

Na rynku w Chivay !!!

img_9324.JPG

Tutaj liscie koki zuje kazdy :)

img_9336.JPG

Zimno i wysoko – prawie 5000m

img_9352.JPG

I ponownie chyba nasze ulubione miasto – Arequipa

img_9358.JPG

Polskie akcenty

Ballestas, Paracas i Nazca

Hej,

Powoli dochodze do perfekcji w pomniejszaniu zdjec w hiszpanskojezycznym Paintcie wiec bede staral sie je zamieszczac - jezeli bedziemy mieli dostep do neta.

Bylismy na wyspach Ballestach (tzw. Galapagos dla ubogich), w Parku narodowym Parcas – genralnie pingwiny, lwy morskie, pelikany i delfiny – rewelacja:) Dzisiaj latalismy nad liniami Nasca – naprawde fajne przechyly – nasze zoladki to wytrzymaly… nasze…:)Wieczorem jedziemy nocnym autobusem do Arequipy w strone kanionu Colca :) img_7738.JPG

Pierdzikolka – nr.2 wsrod srodkowtransportu – tuz za busami w Limie…

img_7831.JPG

¨Rozmowy¨z lokalesami

img_8114.JPG

Pingwiny

img_8250.JPG

Dziurkacz w swoim zywiole

img_8299.JPG

Paracas

img_8331.JPG

Pozdrowienia dla Bobra :D

img_8520.JPG

Tutaj tez nie ma wody ;)

img_8577.JPG

Linie na plaskowyzu Nasca

img_8593.JPG

O cho, cho przechyly i przechyly…

Zdjecia

Poniej kilka zdjec, bo niektore kudlate sie dopominaja…

img_7317.jpg

Nasz francuski srodek transportu

img_7492.jpg

Paryz

img_7521.jpg

W drodze do Frankfurtu

img_7531.jpg

Madryt z kaczucha

img_7547.jpg

A to juz Lima

img_7563.jpg

img_7593.jpg

img_7598.jpg

img_7615.jpg

img_7622.jpg

img_7629.jpg

img_7636.jpg

img_7669.jpg

img_7685.jpg

img_7692.jpg

img_7697.jpg

img_7728.jpg

No i na koniec busik ;)

Komunikacja miejska w Limie

Ja jeszcze kilka slow o tych busach w Limie. Generalnie jazda takim czyms to jedna z fajniejszych rzeczy jaka nam sie ostatnio przydazyla:) Wyglada to tak ze kazdy bus to team. Naganiacz i kierowca. Komunikuja sie ze soba klaksonem i klepaniem o maske – a do klientow naganiacz krzyczy i jesli w twojej twarzy widzi zainteresowanie przejazdzka, pomaga ci szybko wsiasc, wciagajac cie do busa. Wszystko dzieje sie szybko, glosno przy klaksonach i latynoamerykanskich dzwiekach salsy na caly regulator. Tempo podkrecaja inne busy - ktore oczywiscie jada ta sama trasa i walcza o tych samych klientow, wiec jest niezly hardcor, zajezdzanie drogi, wymuszanie, jazda na czerwonym, zmuszanie pieszych na przejsciach do ucieczki. Najlepsze jest to ze jak dojezdzalismy do skrzyzowania i bylismy drudzy w rzedzie i musielismy stac na swiatlach – to kierowca ucinal sobie drzemke i zaspyial na kierownicy na czas trwania czerwonych swiatel. Potem budzily go klaksony innych i ze zdwojona energia walczyl o klientow. Generalnie nasi busiarze to male pimpki przy nich. Jezeli wyobrazicie sobie na drodze dwupasmowej dwa samochody obok siebie, w odleglosc 260cm miedzy nimi - a Twoje auto ma 250cm szerokosci – to ok, jestes w stanie sie miedzy nimi zmiescic. A teraz zrob to na zakrecie przy predkosci 80km\h ;)

Lima

Nawet nie wiedzielismy, ze mamy internet za darmo w naszym hostelu wiec wreszcie postanowilismy skrobnac choc slowko. Przylecielismy tutaj kolo 5:15 rano kiedy bylo jeszcze ciemno, w sumie po 34 godzinach podrozy (Paryz – Frankfurt – Madryt – Lima). Teraz juz tez sie zrobilo a jest dopiero 18:00, ale coz zima w pelni:) Choc na to nie wyglada- palmy, kwiaty, dosyc cieplo, kolo 18-20 stopni. W Limie bylismy juz 3 dni i nazbieralo sie strasznie duzo wiadomosci, ktorymi mielismy zamiar sie podzielic, ale nie wiemy czy nam starczy dzis czasu, bo juz do komputera ustawila sie kolejeczka. Teraz jestesmy na etapie planowania. Znamy juz nastepny nasz krok. Jutro rano ruszamy do Pisco i Paracas. Poplyniemy sobie na Ballestas Islas, czyli Galapagos dla ubogich. Poogladamy ptaszki, pingwiny, slonie morskie i mamy nadzieje, ze delfiny.

Mieszkamy w Pirwa Hostel w Limie, w centrum turystycznej dzielnicy Miraflores. Jedna z najbezpieczniejszych i najladniejszych dzielnic. Chociaz co do urody samego miasta to… Musimy sie nad tym jeszcze zastanowic ;) Miejsca, w ktorych bywaja turysci wygladaja ok. Cala reszta jednak brudna I uboga. Nawet gdybysmy chcieli pojsc gdzies, gdzie turysta zwykle nie zajrzy, tutejsi nas zatrzymuja I I odradzaja. Hmmm… Ach no i na ulicach jest cale mnostwo bezdomnych psow, setki, wszedzie… Nic dziwnego, ze otrzegaja w przewodnikach przed wscieklizna.

Co do jedzonka to probowalismy juz tutejszej kuchni. Jest dobra. Bardzo mocno wszystko przyprawiaja. Musimy jeszcze oczywiscie poprobowac innych rzeczy, ale jak na poczatek to zaczelo sie dobrze. Nie mozemy sie juz doczekac oczywiscie swinki morksiej:) Tutaj nie serwuja. Musimy pojechac dalej na poludnie albo do dzungli zeby jej sprobowac. Co do cen to restauracje moga byc bardzo drogie i luksusowe albo tanie z regionalna I smaczna kuchnia. Nasze menu kosztuje zwykle 6 soli czyli 6 zlotych, a wliczone jest w nie starter, glowne danie i picie. 1 sola to 3 dolary, wiec w przeliczeniu mniej wiecej tyle co 1 zloty. Jezeli chodzi o jedzonko w sklepach ceny sa porownywalne do sklepow w Polsce. Tansze sa takie “amerykanskie” produkty jak cola, pepsi, czipsy. Drozsze na pewno wina, ktorych ceny zaczynaja sie od 20 a koncza na 80, 100 zlotych i szynki- 30, 40 zlotych za kilogram to taka typowa cena, przynajmniej w sklepach, ktore widzielismy. Moze w mniejszych miastach i nie turystycznych dzielnicach jest taniej. Ach no i poza tym pilismy wczoraj tez “inca cole”, czyli ze tak powiem tutejsza oranzade :) oraz drinka “pisco sour” zrobionego z tutejszego alkoholu pisco, cytryny i bialka z jajek z dodatkiem cukru.

Oczywiscie musimy wspomniec tez o autobusach! Sa wspaniale! Rajdowki! Wskakuje sie w biegu, wysiada w biegu, wszystko w biegu i w podskokach! W autobusach pracuja 2 osoby – kierowca i ten co nagania, wciaga i kasuje. Szal pal. Polecamy!

Mini galeria

    Get the Flash Player to see the slideshow.

Polecamy

Login